Skok do Menu .

RECENZJE

"Wyłania się wiosna znad konturów cienia" - Anna Kajtochowa

AKANT 5(109)/2006

AKANT5(109)/2006

 

Poetycki brewiarz

Przed autorem wierszy religijnych zawsze zjawia się nie lada problem do rozwiązania. Ten typ sztuki piśmienniczej stawia wysokie wymagania warsztatowo-emocjonalne. Jak bowiem nie popaść w ułudę dwóch skrajnych rodzajów twórczości religijnej: bigoteryjnych pacierzy i heretyckiego opus. Gwałtem na literaturze jawi się sprowadzenie poezji do miana produktu z dewocjonaliami lub głupiego bluźnierstwa rzuconego zazwyczaj bez głębszych przemysleń.

Poezja religijna jest - w moim przeświadczeniu - przede wszystkim szczególną odmianą liryki intymnej, skoro dotyka wręcz magnetycznej relacji człeka ze Stwórcą. Ten zaś objawia się najpełniej w chwilach naszej prozaicznej krzątaniny wokół spraw, które z perspektywy zaświatów stają się, co najwyżej, głupstwem. Podczas oficjalnych uroczystości kościelnych gubimy Jego obecność w purpurach, monstrancjach, gwarze gawiedzi i brzęku monet na tacy.

Najnowsza liryczna prezentacja ANNY KAJTOCHOWEJ Wyłania się wiosna znad konturów cienia. Wybór wierszy z lat 1969-2005 to znak, iż książka religijna może być bestsellerem. Publikacja zawiera 106 wierszy zgrupowanych w ośmiu wydzielonych częściach: I - Co było na początku (19 tekstów), II Świeża zieleń na grządkach ogrodu (7), III - W cieniu skrzydeł (11), IV - Ujrzeć swoją prawdę jak hostię w monstrancji (25), V - Najpiękniej modlić się pod drzewem (11), VI - Gałązkę białego bzu kładę na twej pościeli (12), VII - Twoje gniazdo, Chrystusiku... (6), VIII - Wyłania się wiosna znad konturów cienia (15). Już same tytuły wyłuskują dominujący w tym wolumenie ton zwyczajności i głębokiej zadumy, potrafiący przebić się przez hałas cywilizacyjnego obłędu.

Krakowska poetka od początku swojej drogi artystycznej mierzy ludzkie siły na zamiary zbudowania wielkiej ikony, która w prezentowanym wyborze lirycznym nabiera cech poetyckiego brewiarza, gdzie zostały zanotowane radość, tęsknoty i pragnienia osoby ufającej. W epoce ponowoczesnej frustracji, wielu języków, polifoniczności, znoszących się nawzajem głosów, społeczno-polityczno-obyczajowej wieży Babel, Anna Kajtochowa buduje latarnię, realny dom wiary. Podmiot liryczny zdecydowanie opowiada się po stronie prawdy. Jego religijność jest wskroś ludzka, wcielona, współczująca, trwała, wywiedziona z życia, gdyż nie pada na kolana (skąd krok do fanatyzmu), lecz prowadzi szczery dialog: ''Jeśli Pan/ stworzył człowieka/ na swoje podobieństwo/ chce go widzieć/ na stojąco/ i bez śliny'' (s. 79).

Zbiór otwiera credo, będące zgrabną trawestacją znanego przysłowia ''tonący brzytwy się chwyta'': ''Wierzący/ chwyta się Boga/ jak tonący/ brzytwy'' (s. 8), choć można tu usłyszeć wypomnienie: ''jak trwoga, to do Boga''. Niemniej od pierwszej frazy mamy do czynienia z ufnością w wyzwolicielską potęgę Opatrzności, gdy człowiek staje nagi: ''otom przed Twoim obliczem/ prochem i niczem?'' (s. 26). ''Co boskie we mnie/ Twoim jest Panie'' (s. 91).

Bohaterka wykreśla cyrklem intencji i czystego serca terytorium etyczne - obszar ''państwa miłości, wiary i nadziei'': ''Podzielmy się dobrem słowa/ Podzielmy się dobrem chleba'' (s. 9), ''odwieczna tęsknota/ za jasnością dnia/ i jednoznacznością/ dobra i zła'' (s. 110).

Patrząc na świat i zdarzenia przez pryzmat dekalogu, podmiot liryczny nazywa ludzki grzech, małość, podłość i nikczemność (''Jeśli istnieje/ imperium zła/ to tkwi w człowieku/ i o niego toczy/ uparty bój'' (s. 17), zawsze jednak ma dla tych ułomności wiele zrozumienia, skoro jest wychowany na renesansowej tolerancji i poszanowania drugiego człowieka. Najważniejszy bodaj wiersz w poezji religijnej Anny Kajtochowej to utwór utrzymany w formie dialogu bohaterki z Panem; na pytanie ''co uczyniłaś z życiem swoim?'' po zwrotach do różnych bogów (Chrystus, Jahwe, Budda, Allach) pada odpowiedź zawierająca maksymalne stężenie humanizmu i prawdy, czystość wyznania, arcydzieło szczerości: ''A w ogóle/ to tak po prostu/ usiłowałam być/ człowiekiem'' (s. 27).

Miejscami podmiot kreuje się na przewodnika, kantora śpiewającego błagalne pieśni, ale poetka umiejętnie chroni swoje strofy przed parafialnym patosem i moralizatorstwem. Z sekwencji proszalnych przytoczmy w tym miejscu dwa wyimki: ''Pozwól Panie/ by we mnie przeważyła/ cząstka zaszczepionego/ Dobra'' (s. 17), ''Boże pozwól/ ocalić prawdę/ w powodzi zwykłych kłamstw/ i kłamstw wydumanych'' (s. 24). Przychodzi jednak moment, gdy milczenie przemawia mocniej niż skarga i prośba.: ''Lepiej słuchajmy uważnie/ jak kadzidlana cisza/ wiecznie wielbi Pana'' (s. 32).

Katecheza Anny Kajtochowej jest bardziej wyznaniem, konfesją z elementami hymnu, niż kazaniem czy mszą z nauką dla dorosłych. Dlatego dogmaty wiary nie muszą być obwarowane mało czytelnymi egzegezami Pisma, gdyż Biblia u krakowskiej autorki przeistacza się w Liber Vitae. Autorka nie sili się zatem na formułowanie erudycyjnych konstrukcji myślowych, pyta o rzeczy ważne powszednim językiem człowieka, mającego rozterki i wątpliwości.

Podczas lektury książki wyczuwa się ten specyficzny modlitewny charakter poetyckiej wypowiedzi, który, choć często apokryficzny, potrafi ewangelizować; stąd wiele wierszy fosforyzuje pewnym rysem misyjnym. W prywatnej psalmodii bohaterka woła: ''o łaskę nadziei/ dla szukających/ domu i chleba/ o cud wiary że/ w kazdym człowieku/ tkwi Twoja Boska moc/ która go ocali przed/ rozpaczą i zwątpieniem'' (s. 11). Anna Kajtochowa, podobnie jak ksiądz Jan Twardowski, ''nie przychodzi nikogo nawracać'', lecz przekazać znak pokoju.

Nad zinstytucjonalizowane czynnośći sakralne poetka przedkłada wewnętrzną spowiedź, zazwyczaj w aurze natury, gdyż każdy nowy dzień jest powoływaniem rzeczywistości od początku, stwarzaniem, ''nagłym cudem/ nowego istnienia'' (s. 13). Główny nurt religijnej zadumy został wprowadzony przez otoczenie przyrodnicze. Bohaterka Anny Kajtochowej dostrzega przede wszystkim płodną, ale głównie chyba matczyną siłę ziemi: ''zapulsowało/ pod miedzą źródełko/ dar matki ziemi/ dla wszystkich spragnionych'' (s. 13); gdzie indziej czytamy o twarzy Boga ukazującej się w ziarnie. Mimo iż znakiem zapytania poetka kończy fragment: ''ład przyrody/ i boskie prawo/ Co było na początku?'' (s. 16), w zbiorze dominuje panteistyczna koncepcja bytu: ''O Buddo - szukałam/ w stworzeniach i roślinach/ śladów Twoich'' (s. 27), ''Westchnienie do Boga/ zaklęte w słojach drzewa/ kolorem nieba i jesieni'' (s. 67); ''złociste naręcza/ pierwiosnków'' (s. 52) są efektem rolniczej pracy anioła (''rozsiewa''). Zacytujmy też jeden dłuższy, ale symptomatyczny passus: ''Najpiękniej modlić się/ pod drzewem/ Modlitwa drzewa/ jest strzelista/ koroną sięga nieba/ Jest najgłębsza/ korzeniami sięga/ samych trzewi ziemi/ I jest bezinteresowna/ Tylko chwali Stwórcę/ własnym istnieniem'' (s. 92).

Liryk Na śmierć luberozy jawi się jako metafora życia, które realizuje wpisany w nie porządek, boski plan trwania: ''Pięknie umierają kwiaty/ płynnie zmieniają/ byt w niebyt/ albo przechodzą/ z bytu w byt'' (s. 14). Umieranie przestaje być szantażem wobec żywota, ale jego przedłużeniem, wyzwoleniem (?). Dodajmy, iż motyw mortuarny realizuje się m.in. również w następujących sytuacjach: pogrzebu Czesława Miłosza(***(Jak tu pusto)), narodowej żałoby po śmierci Jana Pawła II (W przeddzień, ***(Biała śnieżyczka), ***(Najgłośniej mówi), ***(Las współczujących dłoni)), tragedii ofiar kataklizmu tsunami w Azji południowo-wschodniej (***(Letni poranek w styczniu)).

Zbiór to także analiza kondycji homo sapiens, rozdartego między pokusami a etyką, hedonistycznym hic et nunc a (niepewnym) zbawieniem. Życie doczesne najczęściej zostaje skomentowane jako kłącze, labirynt: ''bezdroże losu'' (s. 12), ''[ludzie] plączą swoje losy/ na kształt chwastów'' (s. 11), ''kłębowisko/ ścieżek i dróg'' (s. 13). Antynomie światłość - ciemność, biel - czerń to kolejne ślady walki człowieka ze złem. Chrystus Frasobliwy z pejzażu wiejskiej religijnośći ''Na rozstaju/ pod lasem/ drogę wskazuje/ wędrownym ptakom/ i bezdomnym ludziom/ W plątaninie pajęczyn/ snuje różne losy/ i oddala złe przygody'' (s. 61).

Podmiot liryczny bierze udział w obrzędach i ceremoniach, a refleksje na ich temat pobrzmiewają doniosłością i powagą: Pierwsza Komunia Święta - ''Mistyka Sakramentu/ i gorącej wiary/ Stop Słowa i Księgi/ raz jeszcze zamieszkał między nami'' (s. 22), Boże Ciało - ''Im wyżej/ wznosi się monstrancja/ tym ciszej/ umierają pod stopami/ kwiaty'' (s. 77).

Nie brak też architektury kościelnej, wnętrz świątyni, katedralnej głębi, prawosławnej cerkiewki. Podmiot zatrzymuje wzrok na wystroju, elementach zamkniętej sakralnej przestrzeni: kaplica w kolegiacie brzozowskiej, Kościół Mariacki, Sanktuarium Jasnogórskie, Kalwaria Zebrzydowska. Poetka pisze: ''Lubię wnętrze świątyni'' (s. 32), wskazuje Ołtarz Wita Stwosza, witraż przedstawiający Boga Ojca, który ''wizjonersko wznosi/ wszechwładną dłoń/ wskazuje/ czas narodzin i śmierci'' (s. 42). Wychodząc z kościoła, w przestrzeni otwartej odnajduje przydrożną kapliczkę, która uruchamia motyw wędrówki, pielgrzymowania.

Anna Kajtochowa przejęła w obrębie stylistyki pewne typowe dla tekstów pobożnych figury retoryczne i sposoby ukształtowania treści, jak choćby biblizmy, sakralne idiomy, wyjęte wprost z mszału czy modlitewników: ''niechaj'' (s. 9), ''Z głębokości wołam do Ciebie/ Panie'' (s. 11), ''Po stokroć dzięki'' (s. 15), ''Dzięki, Ojcze, żeś'' (s. 18), ''A Słowo było u Boga/ i Bogiem było Słowo'' (s. 17). Układ liryków po części odzwierciedla chronologię świąt i ważnych wydarzeń w życiu wspólnoty: Matki Boskiej Gromnicznej, Wielkanoc, Pierwsza Komunia Święta, Boże Ciało, Adwent, Wigilia, Boże Narodzenie, co tworzy coś na kształt kalendarza liturgicznego.

Wyróżnić trzeba sugestywne wiersze o Męce Pańskiej i tajemnicy zmartwychwstania (***(Moja miłość majem ukwiecona), A Miriam pośród jaskółek, ***(Z zapachem sosny)): ''pomroka śmierci/ i błysk zmartwychwstania'' (s. 39). Liryk A Miriam pośród jaskółek nawiązuje do tradycji sekwencji ''Stabat Mater Dolorosa'': ''A Miriam miała tyle mocy/ że trwała jeszcze o północy/ przy bólu krzyża/ przy krwi Jezusa/ spływającej miłością'' (s. 38)

Bardzo podobają mi się kolędy Anny Kajtochowej W noc wigilijną, Wspomnieniowa ballada, Boże Narodzenie 2003, Złocony orzech i różowy anioł. Szczególnie pierwsza z kantyczek przywodzi wybitne dzieło Tytusa Czyżewskiego Pastorałki, gdy poetka umiejętnie dozuje poziom odwzorowania prymitywizmu i dziecięcej naiwności: ''Daj Dzieciątko/ do syta ziarna/ myszom bezdomnym/ schrypniętym pasikonikom// [...] // Zmarzniętym drzewkom w sadzie/ daj po ciepłej sukience/ aby Ci latem szumiały/ w kolorowej podzięce'' (s. 112). Nie mogło też zabraknąć w zbiorze wierszy maryjnych: Dziecięca zima w Bieszczadach, ***(Śniegiem bólu), ***(Złota Matko Częstochowska), ***(Dobre dłonie Marii).

Sukces książki Anny Kajtochowej to także zasługa Eryka Ostrowskiego, który opracował koncepcję całości. Zaproponowany przez niego układ wierszy wydobywa ich pełną jakość. Poszczególne liryki rozsiane po kartach kolejnych tomików, mogły zostać przez roztargnionego czytelnika niezauważone. W prezentowanym zbiorze zaś oświetlają się nawzajem, kontekst nadaje im także nowy blask: jako wyczyszczone ogniwa srebrnego łańcuszka z medalikiem na szyi są proste i niezbędne.

Arkadiusz Frania

powrót