Skok do Menu .

RECENZJE

"Muzyka na wzgórzu" - Eryk Ostrowski

Emil Biela
Joanna Dolna
Arkadiusz Frania

Emil Biela

WIERSZ TWORZY SIĘ SAM

Eryk Ostrowski: "Muzyka na wzgórzu"

WiR Partner, Kraków 2005, str. 72

Eryk Ostrowski nie ma jeszcze trzydziestu lat, a jest już wybitnym twórcą poezji, a także kilku książek biograficznych poświęconych pisarkom (Annie Kajtochowej, Joannie Salamon, Wisławie Szymborskiej). Zasłużenie reprezentował w roku 2004 Polskę na 41. Międzynarodowym Kongresie Pisarzy w Belgradzie. Mógłby powiedzieć o sobie, że niesie pewien problem. Podobnie rzekł kiedyś Karol Wojtyła, gdy występował jako aktor rapsodyczny w teatrze Mieczysława Kotlarczyka. Brzmiało to dosłownie tak: "Aktor rapsodyczny nie staje się daną postacią, ale niesie pewien problem; jest jednym z tych, którzy niosą problem całego przedstawienia". Obcując z poezją Ostrowskiego odnosi się wrażenie, że jego wiersze stworzyły się same, a Ostrowski występuje tylko w roli recytatora. Taka postawa dowodzi wielkiej pokory poety wobec poezji:

Nie pisz tego wiersza. Nie napiszę.
Ten wiersz tworzy się sam.
(O Tobie mówi wiersz)

Do tej pory Ostrowski ogłosił pięć tomów poetyckich. Muzyka na wzgórzu jest szóstą książką. Jawi się w niej jej twórca jako oryginalny mistyk, który swoje transcendentne przeżycia i refleksje traktuje jako przywilej liryki. Nie idzie śladem Boga, nie prowadzi z nich dyskusji, nie daje rad jak Mistyk-poeta święty Jan od Krzyża, ale "zdejmuje z policzka ostatnią kroplę złudzeń..." (Zaklęte drzewa). Daje nową wykładnię ośmiu błogosławieństw czy litanii lub psalmów. Roli świeckiego kapłana w historii literatury próbowali już poniektórzy poeci. Czy odnieśli zwycięstwo? Czy stworzyli nową religię? Nie. Wszystko zamknęło się w ulotnej sferze interpretacji, które jak obłoki przesunęły się po nieboskłonie uczuć. Piękne to widoki, wzruszające, przejmujące szczerością. Ale czy nie naiwną?

W transcendentnym nurcie poezji Eryka Ostrowskiego mieszczą się również treny poświęcone zmarłej niedawno poetce, prozaikowi i tłumaczowi - Ludmile Marjańskiej. Mottem bosko-ludzkich refleksji są pozostałe na ziemską wieczność słowa poetki:

Wołam wierzę
nie próżnia
ale niebo przyjmie wołanie

I jeszcze słowa obecnego papieża, Josepha Ratzingera: "Będzie, będzie, Bóg, który otacza miłością i użala się nad biednym, długo się nie gniewa, ukocha bardzo i na zawsze". Wśród tych słów-prawd porusza się Anioł Stróż Ostrowskiego "posłusznie odpowiadający miłością na Miłość"! Ona daje szczęście...? Poeta zaprzecza i mówi prawdę, którą odkrył dla siebie i dla czytelnika:

(...) Nie, nie szczęście
On...
(Kwiaty dla Pani Ludmiły Marjańskiej)

Czytając wielokrotnie Muzykę na wzgórzu przychodzą na pamięć słowa oblubienicy, która w Pieśni nad pieśniami mówi: "Ja śpię, lecz serce moje czuwa". Przywołany przed chwilą św. Jan od Krzyża w Drodze na Górę Karmel interpretuje to innymi słowy: "śpię wedle natury, zaprzestawszy działania, moje serce jednak czuwa w sposób nadprzyrodzony, wywyższony do nadprzyrodzonego działa". Poezja Ostrowskiego przeciera ścieżki przez egzystencjalne trzęsawiska właśnie w tym kierunku...

Poeci, spróbujcie uwierzyć Erykowi Ostrowskiemu, że wiersz tworzy się sam. Nie przeszkadzajmy mu przyziemnościami życia.

Emil Biela

powrót

Joanna Dolna

CZAS NIE WYBACZY NIEMYŚLENIA...
Poezja Eryka Ostrowskiego

Eryk Ostrowski: "Muzyka na wzgórzu"

WiR Partner, Kraków 2005, str. 72

Najnowszy tomik Autora, pt. "Muzyka na wzgórzu" prezentuje czytelnikom to, co najbardziej charakterystyczne i cenne w Jego twórczości. Znajdą tu poezję wielowymiarową, można posłużyć się określeniem: "przestrzenną". Przestrzenią jest życie człowieka - jego przeszłosć, przyszłość, relacje z otoczeniem, przyrodą, z Bogiem oraz wszystko, co po nim pozostaje. Człowiek, zanurzony we własnym czasie, równocześnie obserwuje, jak czas płynie obok, w innych, jak pozostawia w nim i poza nim swoje ślady. Jego zadaniem jest odczytać właściwe znaczenie tych śladów, wykorzystać każdą chwilę, bo "(...) czas powiedzieć niewypowiedziane nim zmilczymy właściwy czas milczenia" (Lasy mieszane).

Przemijanie, odchodzenie zachodzą stopniowo. Nie da się ich uniknąć, ale można, a nawet trzeba się nad nimi zatrzymać. Tak właśnie czyni Autor. W wierszach: Opuszczony pokój, Gwiazda ziemna i |mierć i wiosna, człowiek, zależny od niezliczonej ilości przedmiotów i spraw, składających się na jego istnienie rozstaje się z nimi, wkraczając powoli w inną rzeczywistość. Życie i śmierć przenikają się, trwają we wzajemnych związkach.

Przeciwwagą dla utworów mówiących o przemijaniu może być wiersz pt. Anna, w którym "bicie serca w sercu" oznacza rodzące się życie i pozostaje największą wartością.

Cechą typową dla poezji Eryka Ostrowskiego, a przede wszystkim dla Jego prozy poetyckiej (m.in. Lustro, Zbudziła go, Gdy wraz ze świtem umilkły żywioły...) jest przemieszanie snu i jawy. Przemierzający senne krajobrazy doznaje uczuć zwątpienia, zagubienia, samotności, ale w końcu udaje mu się dostrzec cel drogi. Przebudzeniu zawsze towarzyszy nadzieja i poczucie sensu. -ródła tej nadziei odnajduje w miłości i świadomości, że tuż obok są "ludzie, ktorych obecność wystarczy", nawet jeśli oni sami nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są ważni. Miłość, chociaż w ludzkim wymiarze często nie oznacza szczęścia, pozwala widzieć "jedność rozłączonych" (Zaklęte drzewa). W twórczości Eryka Ostrowskiego człowiek pozostaje jeszcze w jednej "przestrzennej" relacji - relacji z Bogiem, który otacza go zjawiskami przyrody. Stara się odnaleĽć Boga, aby zrozumieć, gdzie leży prawda o istnieniu. Jest odradzaniem się, słońcem, ziemią, wodą, porami roku. Dlatego od ptaków, drzew i łąki może uczyć się odpowiadania "miłością na Miłość" (wiersz Kwiaty dla Pani Ludmiły Mariańskiej).

Poezja Eryka Ostrowskiego mówi wiele o nas samych. Przede wszystkim o tym, że powinniśmy żyć w sposób bardziej świadomy, tak, żeby nie stracić z oczu ani naszego życia, ani siebie nawzajem.

"Powiedz, czy za możliwość samego patrzenia na piętrzące się białe chmury, z których wyrasta błękit nieba, patrzenia aż do końca, nie oddałabyś wszystkiego, co posiadasz teraz" - pyta Autor w wierszu Drzewa szumią nad Joanną. Po lekturze tomiku "Muzyka na wzgórzu" odpowiedĽ na to pytanie wydaje sie być jednoznaczna.

Joanna Dolna

powrót

Arkadiusz Frania

TALES Z MILETU MÓWI, CZYLI GŁĘBOKA, CIEMNA WODA

Eryk Ostrowski: "Muzyka na wzgórzu"

WiR Partner, Kraków 2005, str. 72

Rzeczywistość liryczna Eryka Ostrowskiego (ur. 1977) złożona jest przede wszystkim z wody, co pociąga za sobą nie tylko określone sposoby wiwisekcji świata, ale również - i to najważniejsze - segregację doświadczeń życiowych o jednoznacznym dźwięku moralnym. Krakowski autor w swoim najnowszym zbiorze Muzyka na wzgórzu (Kraków 2005) zdaje się formułować pytanie, towarzyszące narodzinom filozofii: z czego powstał byt? jaka jest jego zasada? E. Ostrowskiemu najbliższe chyba są komentarze Talesa z Miletu, ujęte równaniem "arche"="aqua". Na pogańskie przecież, ale i naukowe wróżbiarstwo greckich myślicieli została w Muzyce na wzgórzu nałożona siatka pojęć jawnie katolickich, dlatego chciałbym widzieć w tej liryce oznaki materializmu chrześcijańskiego, szczerego, niemal pierwotnego zapatrzenia w naturę i jej boski wigor.

W tekście Zamiast wstępu czytamy: "Potem zaczął się płacz. Wzbierała też woda, bo i nad wodą byłem w tym śnie, w tym samym czasie. Bałem się wody, była ciemnozielona i tylko przy brzegu majaczyły duże śliskie kamienie spięte drutem, dalej już sama rzeka" (s. 5). Inicjalna wypowiedź tomu rozciąga akwatyczną poświatę, która zacznie przenikać budowane pieczołowicie przez E. Ostrowskiego mistyczne pejzaże. Nie wiem, czy określenie "budowane" jest na miejscu. Lepiej brzmiałoby tu: "wysnuwane", "przędzone". Zauważmy, iż pojawia się w przywołanym urywku wilgoć o ludzkiej proweniencji: "płacz", stanowiący wyraz emocji nieraz ambiwalentnych (ból, cierpienie - radość, wzruszenie), ale także zapowiedź oczyszczenia, wyzbycia się grzechów. Niemniej "ciemnozielona" barwa, mętność symbolizuje już chaos, niepokój, który odnajdziemy w Kamieniach Mälaren: "w nocy ścisnął mróz, a ponieważ w ciągu dnia padało pękały drzewa" (s. 40). Wijącą się formę tej pramaterii - "rzekę" przyjąłbym jako ilustrację losu i psyche. W Granicy stojący naprzeciw siebie ludzie na obu brzegach górskiego potoku, "przedzielającego łąkę z niską trawą" (s. 34), wyciągają do siebie ręce, próbują się spotkać, dotknąć, być blisko, co jest naszą niespełnioną tęsknotą od czasów Adama i Ewy. Potem rozdziela ich mgła - mleczna reputacja zamazanej wody. Dlatego w wierszu Spacer pośród cierni podmiot liryczny mówi o podlewaniu "wodą górskich strumieni" posadzonego w glebie kamienia, który z kolei rozumiałbym jako istnienie, Bóg.

Woda jest dla E. Ostrowskiego przedmiotem bezustannej kontemplacji; bohater przejmuje wszystkimi zmysłami ten płynny status: "Gdzieś jednak przezroczyściejesz" (s. 44). Pamiętajmy, iż aqua przybiera także postać lotną (chmury) i stałą (śnieg).

W czwartej notatce z tekstu Drzewa szumią nad Joanną metafizyczna synchronia człowieka z uniwersum dokonuje się poprzez wzrok, wessanie przez krajobraz jego odbiorcy: "powiedz, czy za możliwość samego patrzenia na piętrzące się białe chmury, z których wyrasta błękit nieba, patrzenia aż do końca, nie oddałabyś wszystkiego, co posiadasz teraz" (s. 29). Być może bohater zamierza usankcjonować, podjąć ocierający się niemal o herezję plan Adama Mickiewicza, obejmujący dwa dramatyczne przykazania-incipity wierszy: 1. ***(Uciec z duszą na listek): "Uciec z duszą na listek i jak motyl szukać / Tam domku i gniazdeczka -" i 2. ***(Wsłuchać się w szum wód głuchy): "Wsłuchać się w szum wód głuchy, zimny i jednaki / I przez fale rozeznać myśl wód jak przez znaki".

Mam wrażenie, że poeta prowadzi już nie intuicyjny, ale jawny dialog z innymi lirykami lozańskimi. Tekst: "żółta fala unosi w stronę mostu opadłe / liście i owady: płyną" (s. 10) jawi się jako wariacja na temat zaczerpnięty z ***(Nad wodą wielką i czystą): "Skałom trzeba stać i grozić, / Obłokom deszcze przewozić, / Błyskawicom grzmieć i ginąć, / Mnie płynąć, płynąć i płynąć -". Julian Przyboś opatrzył wiersz romantyka komentarzem, który można ostrożnie odnieść do poczynań lirycznych E. Ostrowskiego: "Świat zestroił się z poetą, a potem - utożsamił się z nim. [...] Jakby widząc wodę, stał się nią i płynąc - mijał opoki i błyskawice" (J. Przyboś, Żal rozrzutnika, [w:] idem, Czytając Mickiewicza, wydanie IV, Warszawa 1998, s. 217).

Krakowski autor często korzysta z figury snu; ta jednak przestała być służką wizji lunatycznych, a odzwierciedla ukryte pragnienia, stając się drugim imieniem "życia" i "duszy": "śnię o nie poznanej ojczyźnie, kraju dwóch jezior i głębokiego nieba" (s. 48). Wiersz Śnieżne góry jest przykładem widzenia, w którym bohater uzyskuje pełnię człowieczeństwa w kolejnym już organicznym roztopieniu się w górskiej przestrzeni: "Czułem śnieg w zaciśniętych dłoniach, / wśród chmur wypatrywałem życia / [...] // Pod wyniosłą limbą / wdychałem wiatr" (s. 7).

Psychika podmiotu lirycznego każdym słowem absorbuje wierzchnią sferę świętego trwania flory; najcieńsze tkanki wchłoniętych bytów zostają automatycznie odtworzone w immanentnej krainie poety, gdzie z czasem rozrastają się, przesłaniając czy raczej wypierając wzór od-rodzony, matrycę. A może tylko umysł poety niczym zwierciadło zapamiętuje odwrócony obraz drzewa, twarzy, ptaka.

Muzyka potoków, szum fal nie uśpi jednak czujności bohatera, który zna groźne oblicze rzeki, surową potęgę najmniejszego strumyczka, objawiającego swój nieujarzmiony kolonializm powodzią. Tylko człowiek mógł określić ten stan "klęską żywiołową", woda bowiem właśnie wtedy ukazuje swój sens archetypowy, logikę praprzyczyny. W cyklu Nad wodami znajdziemy m. in. taki obrazek: "Popatrzyłem na rzekę. Nurt w tym miejscu był silniejszy, a fala rozlewała się daleko, rozszerzając koryto. Żółty kolor nadawał wodzie szacunek godny przeczuwanej głębi, jakby nakazywał nie podchodzić zbyt blisko" (s. 8). Zawilgłe ustronie stają się też grobem jaskółki, ale jej cierpienie dostrzeże tylko bardzo uważny obserwator.

Jeżeli mówiłem o religijnym wymiarze tej poezji, towarzyszyło mi przeświadczenie o panteistycznej wyobraźni krakowskiego autora. Sygnał pozornego zawieszenia wyraża dwuwers: "Wśród kamiennej bieli / byłem między Śnieżną Górą a Bogiem" (s. 7). W istocie jest to raczej nieuświadomione zintegrowanie, niż metafizyczny rozkrok, wyartykułowany w chwili zaślepienia pięknem - żal za utraconym rajem.

Poza immunologiczną unifikacją człowieka i przyrody mamy do czynienia z bożą osmozą, gdy Pan tchnie swoją energię w roślinność i kamienie. Przywołajmy Tren z jego bolesną liturgią wody i krwi: "Wodo, moja wodo. / Noże zamordowany we mnie. / Krew stanie się wodą" (s. 43), oraz linijkę z Anny: "Krew płynie do jeziora" (s. 49). Peregrynacje po zimowej Pustyni Błędowskiej owocują konstatacjami w iście heideggerowskim stylu: "wilgoć tnącej w pół rzeki // narastanie granic na przekór drzewom łamanym // życie jest // powolnym umieraniem" (s. 37), wspartymi tezami Heraklita: "Wszystko przemija. / Nawet piaski topnieją" (s. 19).

Oczywiście, niekoniecznie w obu przywołanych powyżej przypadkach chodzi o fizyczne konanie, ale o zanikanie, ubywanie z realności w kosmos przyrody. Krakowski autor przeciwstawił łatwej, banalnej, bezmyślnej, uproszczonej, bo wynikającej jedynie z witalizmu, afirmacji świata - swoją złożoną egzystencję między znakami wodnymi: "Nauczę się cierpieć od wody rozdartej kamieniem" (s. 68), "Jej dłonie przestały nagle być zimne. / (Mój oddech woda przy brzegu)" (s. 12).

Tytuł zbioru Kazimierza Wierzyńskiego Wiosna i wino E. Ostrowski podświadomie (w domyśle) skonfrontował z frazą niepokoju Śmierć i wiosna, ze słowami złożonymi czcionką o kroju "samotność": "Patrzyłem - / pękały serca źrenic / pustoszały doliny rzek po źródlanej wodzie" (s. 13). Neurasteniczny widok z wielkanocną porą w tle powraca w Zimnych głębiach: "taka zimna głębia wiosny porastającej chorobę. Wytrzymam; // bardzo mała śmierć, w zagłębieniu oka, / przełamana poręcz, ręka wędrująca w przepaść; głębia / światów nie dających się poznać" (s. 14). Pierwsze promienie wiosenne w Przejaśnieniach, roztapiając lody rzeczne, niosą zmartwychwstanie, odrodzenie sarnie uwięzionej w ciernistych krzewach. Na jaśniejszym biegunie umieścimy też scenę leśnego nabożeństwa: do dźwięków pieśni kościelnych, odbijających się od konarów i traw, swój muzyczny apendyks (refren lub brzmienie lasu) zgłaszają "rozszalałe pod wieczór ptaki, owady, posłusznie odpowiadające miłością na Miłość" (s. 58).

A może trzeba wreszcie stwierdzić, że E. Ostrowski odkrywa nam tajemnice życia wewnętrznego: "Ścierają się we mnie światy" (s. 12), "gdzieś w dole niepewna ziemia, w górze wiele rozgałęzień" (s. 36), często odwzorowuje przecież głęboką, nieprzebytą i martwą wodę.

Autor maluje krajobrazy mentalne, odrzucając paletę barw impresjonistów; uczucia częściej oddaje za pomocą ruchu, dziania się, jak np. w liryku Czas nie przebacza: "Więdną łąki i ogrody. / Ziemia znów płacze, / rozdarta ślini się deszczem" (s. 15). Najpiękniejszą hipostazą ludzkiego zmagania się, walki z samym sobą, ograniczeniami, przeciwnościami, fatalizmem, na arenie przygotowanej przez Boga, jest Caritas, gdzie przedstawiono intymne współuczestnictwo bohatera (czytaj: Boga) w chwili grozy chrząszcza (czytaj: człowieka, bohatera), którego unieruchomiły kamienie tkwiące w ciele. Czyż nie jest to sugestia, że nieraz mamy prawo czuć się jak zabawka w rękach Pana, bo, nim udzieli pomocy, przygląda się spokojnie (jest w końcu narratorem auktorialnym w tej powieści, zwanej "ziemskim przebytem"), jak bezradnie przebieramy nóżkami, zaplątani, uwięzieni, osaczeni, zagubieni, ale - na szczęście - nie zgubieni przez Niego. Jan Kochanowski pisał w jednej z fraszek O żywocie ludzkim: "Wierzę, że tam na niebie masz mięsopust prawy / Patrząc na rozmaite świata tego sprawy", a E. Ostrowski złagodził swoją wersję wyznaniem: "ktoś pomaga nam przez to przejść ale nie zawsze się udaje" (s. 32).

O akwatycznej dewiacji poety niech świadczy pewien zabieg edytorski: oglądając okładkę zbioru pod światło zauważymy bowiem, iż imię i nazwisko poety oraz tytuł zapisano dwukrotnie: explicite (szary druk) oraz implicite (znak wodny). Z kolei cytat z utworu Ludmiły Marjańskiej Nawet tu na czwartej stronicy okładki ("gdy dzieci idą spać jak muzyka promieniste") zachęca do zdemaskowania świetlnej natury E. Ostrowskiego podczas kolejnych odczytań jego zbioru.

Arkadiusz Frania

powrót